<title_newspaper="Trybuna Ludu"> 
<title_article=Nierozerwalna wi꟔> 
<author_1=Zygmunt Broniarek> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="7">
<date=1952-07-23>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>           
Stao si to zupenie nagle. W cigu uamka sekundy wystrzeliy w gr pomienie. Wysuszona upaami trawa i drzewo paliy si z trzaskiem. Z sekundy na sekund poar lasu rozszerza si gwatownie.
Pierwszy dostrzeg pomie kpr. Dubiel.
 Las ponie  zawoa swym doniosym gosem i krzyknwszy za mn rzuci si w stron ognia.
Za nim, nie namylajc si ani chwili ruszyli onierze. Rozpoczy si zmagania z ywioem. I czowiek i ogie rzucili do tej walki wszystkie siy. Ale oto powoli pomienie staway si mniejsze, dym znika, ar nie by ju tak piekcy jak przed chwil. Spoceni, zmczeni onierze ocierali rkawem osmalone twarze. Zwyciyli. Las zosta uratowany.
Kiedy po powrocie koledzy gratulowali druynie kpr. Dubiela tak piknego czynu, onierze umiechali si skromnie i nawet nie chcieli opowiada szczegw.  Ot  powiedzia kapral  nic w tym nie byo
nadzwyczajnego. Palio si  to same nogi gnay czowieka, eby ratowa. Zwyczajne, gospodarskie podejcie. Przecie to wszystko nasze, polskie, ludowe. Trzeba tego chroni, jak swego, a nawet jeszcze mocniej.
Z Dubielem i jego chopcami zawsze jest to samo. Nigdy si nie przechwalaj, nigdy aden z nich nie zadziera nosa, zawsze s skromni, spokojni, weseli. A przecie maj powody do dumy. Ze wszystkich wicze wychodz, jako najlepsi. Na poligonie  egzamin na pitk, na strzelnicy  egzamin na pitk, na sali wykadowej, egzamin na pitk. Jakby si zmwili.
I rzeczywicie zmwili si.
Zmwili si, e oddadz wszystkie siy, by w subie dla Ludowej Ojczyzny przodowa we wszystkich dziedzinach.
Kiedy dzi na Placu Konstytucji zobaczycie modego kaprala, a obok niego szstk dziarskich, wyprostowanych zuchw  to wiedzcie, e idzie druyna Dubiela.  
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1>



